×

Jantar - kuracja na gorąco z wyciągiem z bursztynu i co nieco o silikonach, które zawiera


Do tej pory właściwie żadne kosmetyki Jantar się u mnie nie sprawdzały. Do kuracji na gorąco Jantar podchodziłam więc nieco sceptycznie. Zdecydowałam się kupić ją podczas promocji -49% w Rossmannie i zastosowałam ją na dwa różne sposoby. Jak się u mnie sprawdziła?

Mimo wielu pozytywnych recenzji długo nie decydowałam się na użycie kuracji na gorąco Jantar. Moje włosy nigdy nie lubiły się z produktami Farmony, a z Jantarem to już szczególnie. Sam opis kuracji brzmiał idealnie jak na moje zniszczone, wysokoporowate włosy, jednak nie wierzyłam, że efekt utrzymuje się jakoś dłużej na włosach. Zwłaszcza, że w składzie każdego kosmetyku są silikony, które raczej kondycjonują, niż głęboko odżywiają. 

Dlaczego więc zmieniłam zdanie? Zobaczyłam kurację na promocji -49% w Rossmannie, więc była prawie za darmo. No i od czasu moich pierwszych obaw, do czasu zakupu kuracji, dość sporo dowiedziałam się o silikonach i zmieniłam do nich podejście. 


Kuracja Jantar z wyciągiem z bursztynu do włosów suchych i łamliwych składa się z 3 kosmetyków i foliowego czepka. Znajdziemy w niej regenerującą maskę olejową (17 ml), szampon nawilżający (15 ml) i balsam wygładzający (5 ml). Saszetki nie są duże, ale spokojnie wystarczyły dla moich dość długich włosów (później je ścięłam, więc teraz może nawet coś by mi w tych saszetkach zostało po zastosowaniu całego zabiegu).


SKŁADY

Przejdźmy do składów i tych nieszczęsnych silikonów, które mnie odstraszały. Kiedyś sądziłam, że silikony to zło i jedyne co robią, to oblepiają i nadbudowują się na włosach. Potem okazało się, że moje wysokoporowate włosy bez zabezpieczania i kondycjonowania na długości silikonami ciężko się układają i mocno puszą, a w ogóle, to są różne rodzaje silikonów i niektórych nawet nie trzeba zmywać ;)

Zarówno maska, jak i balsam są dość zrównoważone pod względem zawartości protein, emolientów i humektantów. Fajnie, bo samych w sobie protein moje zniszczone włosy bardzo nie lubią, ale już w połączeniu z emolientami przyjmują je bardzo chętnie. Jak wspominałam, w każdym produkcie są też silikony

Przypomnienie w skrócie, co jak działa:

  • proteiny: podstawowy budulec włosa, uzupełniają ubytki w strukturze włosów (proteiny o małych cząsteczkach - np. hydrolizaty, które mamy w kuracji na gorąco Jantar) lub wygładzają włosy, tworząc na nich film (proteiny o dużych cząsteczkach)
  • emolienty: tworzą na włosach okluzyjną powłokę, zapobiegając uciekaniu z nich wody, chronią przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, uelastyczniają włos,
  • humektanty: odpowiadają za nawilżenie włosów, mają zdolność do wiązania wody i absorbowania jej z otoczenia (by długotrwale nawilżyć włosy, najlepiej wspomóc działanie humektantów np. emolientami, które zbudują na włosach warstwę niepozwalająca na nadmierne odparowanie z nich wody)


Maska:

Aqua (Water), CyclopentasiloxanePersea Gratissima (Avocado) Oil, Cetearyl Alcohol, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, GlycerinBehentrimonium Chloride, Hydrolized SilkSimmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil, Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Urea, Propylene Glycol, Amber Extract, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Sodium Lactate, Lactic Acid, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Dimethiconol, Hydroxyethylcellulose, Parfum (Fragrance), Limonene.

Jak widzicie silikon mamy już na drugim miejscu w masce. Jest to jednak silikon lotny, który po pewnym czasie wyparowuje z miejsca aplikacji. Cyclopentasiloxane tworzy film, który zabezpiecza przed odparowaniem nadmiaru wody, ale nie obciąża. Wygładza i zmiękcza skórę i włosy, przy czym nie ma działania komodogennego. Nie bałam się więc, że nakładając maskę na całą długość włosów część produktu trafi na moją skórę głowy (silikony stosuję zwykle od ucha w dół).

Maska zawiera sporo olejów, dość wysoko w składzie: awokado, kokosowy, jojoba i arganowy. Do tego gliceryna, nawilżający mocznik i proteiny jedwabiu. Jest dobrze.



Szampon:

Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, UreaCocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Propylene Glycol, Amber Extract, Inulin, Panthenol, Soluble Collagen, Sodium Cocoamphoacetate, Silicone Quaternium-22, Polyglyceryl-3 Caprate, Dipropylene Glycol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Polyquaternium-10, Disodium EDTA, Lactic Acid, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone.

Szampon jest mocno oczyszczający - SLES już na drugim miejscu w składzie. Na co dzień używam raczej mocniejszych szamponów, więc mi to w ogóle nie przeszkadza. W składzie ma nawilżający mocznik, ekstrakt z bursztynu, inulinę, kolagen czy pantenol. Nie sądzę jednak, żeby te składniki miały czas wniknąć w skórę głowy czy włosy w tak krótkim czasie, w którym myje się głowę. Szampon ma przede wszystkim oczyszczać skórę głowy i to zadanie spełnia bardzo dobrze.

Jest tu też silikon, nie jest lotny, ale można go zmyć delikatnym detergentem (jest szansa, że zmyje go zastosowany po nim balsam. Ja dla pewności kolejne mycie po kuracji zafundowałam sobie jeszcze szamponem z SLS, ale już bez silikonów). 

Co ciekawe, Silicone Quanternium-22 to silikon, który w małym stopniu przewodzi ciepło, przez co jest używany w kosmetykach służących do termoochrony. Chroni włosy aż do temperatur bliskich 190'C. Dzięki niemu temperatura wzrasta wolniej i w równym stopniu, przez co ciepło rozchodzi się tak samo na całej długości włosa. Silikon ten wykazuje też właściwości odżywcze.


Balsam:

Aqua (Water), Cetyl AlcoholBehentrimonium Chloride, Glycerin, Propylene GlycolEquisetum Arvense (Horsetail) Herb Extract, Cetearyl AlcoholStearalkonium Chloride, PEG-20 Stearate, Inulin, Hydrolyzed KeratinLaurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat ProteinLaurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Starch, Panthenol, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Cetrimonium Chloride, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Hydroxyethylcellulose, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance).

Balsam zawiera tak emolienty, jak i humektanty i proteiny (hydrolizat keratyny, hydrolizat protein pszenicy).  Równowaga jest więc zachowana. Zawiera również silikony - oba lotne, bez działania komodogennego, ułatwiają rozprowadzenie balsamu na włosach, dodatkowo odżywiają, wygładzają i zmiękczają. Nie ma strachu, że zrobią coś złego skórze głowy. 


SPOSÓB UŻYCIA

Zgodnie z instrukcją z opakowania, cała kuracja powinna nie zająć dłużej niż 30 minut. Potrzebny będzie zestaw z kuracji na gorąco, miseczka z gorącą wodą i ręcznik.

Maskę podgrzewamy wkładając ją do miseczki z gorącą (ale nie wrzącą) wodą. Pod wpływem ciepła robi się płynna, ale nie wpływa to znacząco na komfort nakładania jej na włosy. Nakładamy maskę na suche włosy, zakładamy czepek, ręcznik i czekamy 20 minut.

Następnie spłukujemy maskę, głowę myjemy szamponem i na koniec nakładamy balsam (zostawiamy go na włosach dosłownie na chwilę i spłukujemy, albo nie spłukujemy, jeśli nasze włosy są bardzo zniszczone).

Jak ja użyłam kuracji? Za pierwszym razem tak, jak napisano w instrukcji na opakowaniu.
Za drugim razem wcześniej umyłam głowę i nałożyłam maskę na osuszone ręcznikiem włosy. Trzymałam ją na głowie godzinę, a zaczęłam leżąc w wannie z ciepłą wodą, w zaparowanej lekko łazience. Potem zmyłam maskę, głowę umyłam szamponem z kuracji, nałożyłam balsam. Trzymałam go na włosach około 15-20 minut i spłukałam dokładnie letnią wodą. Nie nakładałam na włosy innych kosmetyków, pozwoliłam im samodzielnie wyschnąć. 


EFEKTY I TRWAŁOŚĆ

Całą kurację potraktowałam jako małe, domowe SPA dla włosów. Sam czas poświęcony na jej zastosowanie był dla mnie relaksujący :) Włosy, mimo że wyschły samodzielnie (zwykle wtedy są mocno spuszone i odstające każdy w swoją stronę) wyglądały na zdrowe, były wygładzone, miękkie i błyszczące. Nie oklapły, skóra głowy była świeża, dobrze oczyszczona, a kosmyki odbite u nasady.

Efekt utrzymał się na głowie do kolejnego mycia, czyli 3 dni. Szampon naprawdę fajnie oczyścił skalp, skóra nie przetłuściła się tak szybko jak zwykle, mimo że de facto znalazła się też na niej maska i balsam z kuracji. 

Jeszcze mocniejszy efekt działania kuracji na gorąco zaobserwowałam, gdy przed użyciem maski umyłam głowę. Włosy wyglądały normalnie jak z filmu, aż żałuję, że nie zrobiłam zdjęć.

Na co dzień zabezpieczam włosy silikonami, które często wymagają zmycia, czasami sięgam po lakier do włosów, co na pewno w jakiś sposób obudowuje włos i substancje aktywne z nakładanych na taki włos kosmetyków gorzej się wchłaniają. Wydaje mi się, że robotę zrobiło też posiedzenie w zaparowanej łazience, przez co nieco dłużej włosy z maską były w wyższej temperaturze.


CZY SIĘGNĘ PONOWNIE PO KURACJĘ NA GORĄCO?

Na pewno jeszcze kiedyś zafunduję sobię Jantara na gorąco. Pewnie przed jakimś większym, wieczornym wyjściem, albo w ramach niedzielnego, relaksującego włosingu.

Podobny efekt zyskuję po olejowaniu włosów na żelu aloesowym (przeczytacie o tym tutaj - KLIK) i nałożeniu na nie maski z silikonem (czasem do maski bez silikonów dodaję kilka kropli silikonowego serum i efekt jest super). Przy czym mam jakieś takie przekonanie, że olejowanie samo w sobie lepiej oddziałuje długofalowo na skórę głowy i włosy, niż kuracja na gorąco od Jantara, chociaż użyłam jej do tej pory tylko dwa razy.

Tym, którzy jeszcze jej nie wypróbowali - polecam! Efekt jest naprawdę fajny, a kuracja sama w sobie nie jest bardzo droga.


---------------------------------------


jakie są Wasze opinie o kuracji Jantar ?

Stosowałyście? Jeśli tak, to jak się u Was sprawdziła? A może jeszcze się wahacie, albo dopiero macie zamiar jej użyć? Dajcie znać w komentarzach! :)

7 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa kuracja. Lubię ich wcierkę, tego produktu nie próbowałam.
    Dołączyłam do obserwatorów, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie wcierka się nie sprawdziła :( Ale zastanawiam się nad innymi kosmetykami Jantar. Coś jeszcze używałaś z ich bursztynowej linii? :)

      Usuń
  2. Ja stosowałam wcierkę, którą moje włosy bardzo lubią. Natomiast szampon z Jantara się u mnie nie sprawdził, włosy leciały mi po nim bardziej, niż przed rozpoczęciem jego używania. Boję się, że ta kuracja całkiem pozbawiłaby mnie włosów, ale może się skuszę. ;) Kto nie ryzykuje, szampana nie pije jak to mówią! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie wcierka powoduje swędzenie głowy, ale mam bardzo wrażliwą skórę. Wow, serio mówisz z tym szamponem? Aż go poszukam i zobaczę na skład. Aż dziwne, bo szampon zwykle jest tak krótko na głowie, że nie powinien wpłynąć na cebulki. Chyba że ma jakoś masakrycznie zdzierający skład i nie nadaje się do częstego używania. Ja mam włosy suche, łamliwe i wrażliwą skórę głowy i kuracja fajnie się sprawdziła :) No ale po Twoich przejściach to się nie dziwię, że masz wątpliwości ;)

      Usuń
  3. Kusi mnie ta kuracja, ale moje lenistwo sprawiło, że jeszcze się na nią nie zdecydowałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też przeleżała kilka tygodni w domu, zanim się za nią wzięłam ;) Ale polecam do wypróbowania w wolnej chwili, efekty są ciekawe :)

      Usuń
  4. Great article read. Love checking out your blog! These look like great products to try! Thanks for the share.
    Scarlett

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Pielęgnacja 25 plus , Blogger