×

Ekonomiczna pielęgnacja cz. 2 - jak nie przepłacać za kosmetyki?


Na kosmetyki potrafimy wydać fortunę. Kuszą nas promocje, okazje cenowe w internecie, testowanie kolejnych kosmetycznych nowości. Niestety często cierpi na tym nie tylko nasz portfel, ale też cera i włosy. Jak więc kupować kosmetyki z głową - tak, by nie przesadzić z wydatkami? Poznajcie moje sposoby!

Przed Wami kolejny wpis z serii Ekonomiczna pielęgnacja. Pierwszy z nich znajdziecie tutaj ➜ Ekonomiczna pielęgnacja cz.1 - drugie życie kosmetyków.

Tym razem dzielę się z Wami moimi sprawdzonymi sposobami na prawdziwe, kosmetyczne oszczędności związane z zakupami. Jak pisałam w pierwszym wpisie z tej serii, sama do niedawna na kosmetyki wydawałam dobre kilkaset złotych miesięcznie, a większość z nich koniec końców w ogóle się u mnie nie sprawdzała. Po prostu - uwielbiam zakupy, a testowanie nowości zawsze budziło we mnie dziwną ekscytację. Co więc można zrobić, żeby przysłowiowy wilk był syty, a owca cała?


Nie daj się oszukać promocjom

Promocje gwarantujące kosmetyki 30%, a nawet 70% tańsze niż w cenie regularnej sprawiają, że czujemy się źle, nie korzystając z nich. Dlaczego? Bo chyba trzeba być głupkiem, żeby z takiej okazji nie skorzystać. Jeśli nie kupimy, zostaje w nas złość i jednocześnie zazdrość względem tych, którzy obłowili się w niższych cenach ulubionych produktów kosmetycznych.

Owszem, niektóre promocje naprawdę się opłacają, a niektóre w ogóle. Dlaczego?

Po pierwsze, drogerie stacjonarne, ale też sklepy internetowe, bardzo często zawyżają ceny produktów, nawet tuż przed samymi promocjami. Wiadomo, że efektowniej wygląda hasło "50% taniej" niż "25% taniej". Warto przyjrzeć się wcześniej cenom regularnym kosmetyków, jakie chcemy kupić, by nie dać się wpędzić w machinę promocji.

Po drugie, bardzo często w konkurencyjnych drogeriach produkt nie objęty promocją jest tańszy, niż ten sam produkt w innej drogerii, objęty promocją! Na szczęście żyjemy w dobie smartfonów i szybkiego internetu, dzięki czemu jeszcze stojąc przed sklepową półką możemy wrzucić nazwę kosmetyku w Ceneo, albo wejść na stronę Hebe czy Natury i zobaczyć, czy ceny np. w Rosmannie faktycznie są takie atrakcyjne.

Najgorzej, jeśli wchodzimy do sklepu i nie wiemy, co chcemy kupić, tylko przychodzimy "pooglądać". W tym czasie z półek atakują nas wielkie, czerwone atrakcyjne ceny i zaczyna działać najprostszy mechanizm manipulacji w reklamie - pogoń za okazją, nawet jeśli jest tylko pozorna. 

Moja rada? Jeśli nie umiesz się powstrzymać przed zakupowym szałem w sklepie stacjonarnym, zrób wcześniej listę zakupów, albo zapoznaj się z ofertą/gazetką promocyjną przed wyruszeniem na zakupy. Idź po konkretne rzeczy i nic więcej. Nie jest to łatwe, ale za którymś razem się już udaje ;)



Inwestuj w droższe, dobre produkty

Czy też miewacie kosmetyczki przepełnione masą tańszych kosmetyków, z których żaden nie spełnia wszystkich Waszych oczekiwań, ale żal Wam wydać kasę na droższy produkt?

Moje półki w łazience bardzo długo uginały się od ciężaru masy przeróżnych kosmetyków, głównie tanich nowości, mających zastąpić droższy, oryginalny egzemplarz (taka praktyka najczęściej ma miejsce w kolorówce). Potrafiłam na taki arsenał kosmetycznych różności wydać na tyle dużo, że żal mi było generować kolejne wydatki kupując produkt, na którym wzorowały się jego tańsze odpowiedniki.

Nie bójcie się zainwestować w droższe, ale skuteczne produkty. Wiadomo, że i tu można się przejechać, ale warto od czasu do czasu spróbować. W przypadku droższych kosmetyków, w drogeriach lub sklepach producenta często są dostępne bezpłatne albo dość tanie próbki, które pomogą zweryfikować działanie kosmetyku przed zakupem jego pełnowymiarowej wersji. Tą metodą dobieram np. odcienie minerałów, ale też specyfiki do pielęgnacji włosów czy twarzy. 

Dobrze dopasowany do potrzeb skóry czy włosów kosmetyk to inwestycja, która się zwraca i to nie tylko w aspekcie pieniężnym. Zwłaszcza, jeśli potrafimy wydać sporo na dużą ilość kiepsko działających produktów, zostając bez pieniędzy i oczekiwanego efektu.

I jeszcze jedna bardzo ważna sprawa - jeśli macie dobrze działający, ale nieco droższy kosmetyk do pielęgnacji twarzy, który swietnie się u Was sprawdza, to błagam, nie porzucajcie go na rzecz testowania większej ilości tańszych kosmetyków. Twarz to jednak twarz, nie da się jej obciąć, żeby odrosła tak jak włosy, a można sobie poważnie zaszkodzić zbyt częstym testowaniem nowych produktów. Niestety mówię to z własnego, dość bolesnego doświadczenia. 



Wyznacz sobie granice testowania nowości

W oszczędnościach kosmetycznych jak w dobrej diecie - nie można sobie od razu odmówić wszystkiego. Najlepiej stopniowo wprowadzać nowe, dobre nawyki i pielęgnować je tak, by stały się codziennością. 

Dlatego jeśli testujesz sporo nowości, nie rezygnuj od razu całkowicie z tej przyjemności. Wyznacz sobie miesięczny limit próbowania nowych kosmetyków. Może to być ograniczenie kwotowe, albo ilościowe.

Inny sposób, który u mnie działa wyśmienicie, to ograniczenie testowania nowości do wybranej partii ciała. Ja wybrałam włosy - jeśli chcę kupić coś nowego, zwykle kupuję produkt do pielęgnacji włosów. Na nich najmniej jest mi żal testować zwłaszcza, że skórę mam raczej delikatną i skłonną do alergii. Poza tym kosmetyki do włosów są stosunkowo tańsze, jeśli by je porównać np. do kremów do twarzy i... łatwo je przerobić na coś innego, jeśli się nie sprawdzą. O tym pisałam szerzej tutaj - klik.



Szukaj naprawdę dobrych okazji w internecie

Co to jest dobra okazja? To nie tylko wyprzedaż magazynu, albo promocja prawie -100% taniej. To przede wszystkim atrakcyjna oferta cenowa na kosmetyk, który nas interesuje, a w cenie regularnej po prostu nie mamy jak go kupić, bo znacznie wykracza poza nasze budżety.

Żeby taką znaleźć, często wystarczy jedynie śledzić sklep producenta. Ja na przykład czekam na promocje -30% w sklepie firmowym Avebio i wtedy nadrabiam zapasy hydrolatów czy olejków naturalnych, dość drogich w regularnych cenach i raczej słabo dostępnych stacjonarnie.

Dobra okazja to też wyprzedaż kosmetyków z krótkimi terminami ważności. W branży beauty krótkie terminy to określenie względne, ponieważ do takich terminów zalicza się np. kosmetyki z nawet rocznym terminem ważności! Dlaczego? Bo w tym czasie musi trafić do magazynu drogerii, z magazynu na półki, z półki do koszyka klienta, który jeszcze chce mieć dobre kilka miesięcy na zużycie produktu. Cały ten proces często trwa o wiele dłużej niż rok. Kosmetyki z krótkimi terminami nierzadko są tańsze nawet o połowę, a spokojnie zdążymy je wykorzystać przed "deadline'm". 

Odrębnym tematem jest w ogóle "data ważności", gdzie zwykle jest to sugerowany termin wykorzystania produktu, który może zacząć już powoli tracić swoje cenne właściwości. Z doświadczenia wiem, że producenci tworzą zwykle kosmetyki tak, by jeszcze po tym terminie miały awaryjny zapas czasu na ich spożytkowanie. To nie tak, że nagle z dnia na dzień produkt zacznie nam szkodzić czy całkiem przestanie działać. Sama przyznam, że mam sporo naturalnych olejków z takim nieznacznie przekroczonym terminem ważności i jestem z nich całkiem zadowolona.



Zastanów się, czy warto robić zapasy

No właśnie. Jak już złapiemy okazję za ogon, to ciągniemy ile wlezie. Bo skoro decydujemy się kupić balsam do ciała w promocyjnej cenie, to czemu od razu nie wziąć dwóch, albo trzech? Przecież balsam zawsze się zużyje, a cena jest atrakcyjna.

W takich chwilach warto zwizualizować sobie obecne w domu zapasy kosmetyczne i zastanowić się, czy naprawdę chcemy mieć w szufladzie piętnasty balsam do ciała, który otworzymy pewnie najwcześniej za dwa lata, bo przecież przed nim jest jeszcze masa innych balsamów w kolejce.

Ja zapasy robię w przypadku kosmetyków, które kończą się naprawdę szybko i muszę często dokupywać nowe. To przykładowo mydła w płynie, kosmetyki do mycia twarzy, hydrolaty, pasty do zębów czy szampony. Zapasy to w takiej sytuacji oszczędność nie tylko pieniędzy, jeśli produkty są w okazyjnej cenie, ale też czasu, który musiałabym poświęcić na wyjście do sklepu. 

Kiedyś magazynowałam też różnego rodzaju kremy do twarzy, głównie na noc oraz kremy pod oczy. Oczywiście w ogóle się to nie opłacało, a większą ich część rozdałam w końcu rodzinie.

__________________________________



Jakie są Wasze sposoby na kosmetyczne zakupy z głową?

Koniecznie dajcie znać w komentarzach! Jeśli macie sprawdzone sklepy stacjonarne bądź internetowe, albo cykliczne, fajne akcje promocyjnie, również dajcie znać - chętnie dopiszę je do mojej listy :)

4 komentarze:

  1. Całkowicie zgadzam się z Tobą, a wątek na temat promocji jest mi najbardziej bliski, gdyż sama publikowałam wpis na temat podwyżek cen w drogeriach przed ogłoszonymi promocjami - znów zaleje nas fala wpisów o tym co warto kupić w Rossmannie, choć ceny po obniżce często nadal są wyższe niż ceny regularne w drogerii online.. Ostatnio rzadko kupuję dla siebie, choć niestety mój zawód wymaga ode mnie abym wciąż inwestowała w nowe produkty z kolorówki, gdyż nieubłaganie szybko kończą mi się kosmetyki.. Ale przynajmniej się staram 😅 Super wpis, obserwuję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam też u Ciebie fajny post o dostosowywaniu kosmetyków do potrzeb skóry, a nie do wieku - święta prawda! Widzę, że do wielu tematów mamy podobne podejście :)

      Usuń
    2. Z Rossmannem to święta prawda, zwłaszcza, że w ogóle zawyża ceny (chodzi głównie o marki własne Rossmanna, które u nas są droższe niż na rynku DE), nie tylko w kontekście promocji.

      Usuń
  2. Mnie czasami ponosi, ale czasami też myślę przed zakupem:) Jeśli chodzi o zakupy online to często kupuję, ale nie od razu płacę. Czasami jest tak, żeo sfinalizowaniu zakupu zapominam i tym sposobem zaoszczędzam parę złotych, bo okazuje się, że wcale dany kosmetyk nie był mi tak potrzebny jak myślałam.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Pielęgnacja 25 plus , Blogger