×

Hity i kity kosmetyczne - styczeń 2017

Nadszedł czas na kosmetyczne podsumowanie styczniowych nowości - kosmetyków, które zaskakują skutecznym działaniem w swojej prostocie i takich, które wbrew pozorom sprawdziły się bardzo kiepsko i naprawdę nie są warte swojej ceny. Ciekawe, czy też już je znacie?

Ostatnio testuję coraz więcej kosmetyków. Stale szukam idealnej pielęgnacji twarzy i w tej dziedzinie eksperymentuję najwięcej (na co jakiś czas temu oczywiście bym się nie odważyła - to w końcu twarz, a nie jakieś tam nogi czy włosy, których żal mniej i łatwiej je przywrócić do porządku ;))

Niestety w styczniowych kitach wylądowały właśnie kremy do twarzy, a w hitach... nowości do ciała i włosów, na których też obecnie się skupiam, jednak dążę przede wszystkim do ogarnięcia wrażliwej, starzejącej się skóry twarzy. 

Przechodząc do rzeczy.
Jako że my, Polacy, mamy ponoć tendencję do narzekania, zacznę od tego, co mi się nie spodobało i przyniosło spustoszenie mojej skórze. Poznajcie kity stycznia 2017.


KIT 1: Krem do twarzy Tołpa Specialist
gładka skóra 30+


Przyznam bez bicia, że jako raczej świadoma konsumentka dałam się porwać promocji z Rossmanna i minimalistycznemu, mocno wyróżniającemu się na półce opakowaniu. Nigdy wcześniej nie używałam kosmetyków Tołpy do twarzy (prócz maseczek, które bardzo lubię), dodatkowo krem mi się skończył, więc zdobyłam się na odrobinę szaleństwa i wypróbowanie czegoś kompletnie nie przemyślanego.

Nie kierowałam się tym, że krem jest 30+. Generalnie wybieram to, co może być dobre dla mojej skóry, a nie to, co "przypisane" jest według producenta do konkretnego wieku (wiadomo, każda skóra starzeje się inaczej, a wiek dodany na opakowaniu to stary jak świat chwyt marketingowy, który ma ułatwić wybór). 

Skusiło mnie przede wszystkim natychmiastowe działanie wygładzające, jakie obiecuje producent (do tego cena, opakowanie i żądza nowości, bo skład niestety nie powala). Coraz więcej zmarszczek pojawia się na mojej twarzy, a skóra traci elastyczność. Fajnie byłoby ją nieco "rozprostować" przed nałożeniem makijażu, a że krem na dzień - powinien spasować. Zwłaszcza, że ma być przyjazny dla cery wrażliwej, a niestety taką posiadam.

Jak się u mnie sprawdził?

Nie sprawdził się. Co prawda konsystencja fajna, lekka i szybko się wchłania. Niestety od razu po nałożeniu dawał mocne uczucie ściągnięcia skóry twarzy, które było dla mnie nie do wytrzymania. Stopień nawilżenia skóry po nałożeniu kremu był tak mały, że musiałam dodać olejowe serum, żeby zminimalizować nieprzyjemne uczucie ściągnięcia skóry i nawilżyć ją tak, żeby dało się przynajmniej spokojnie nałożyć podkład. W ciągu dnia makijaż bardzo szybko stracił trwałość, a skóra znów stała się nieprzyjemnie spięta.

Dałam temu kremowi 4 szanse współpracy z moją skórą twarzy. Skończył jako krem do pięt (może przynajmniej będą trochę gładsze ;)) Być może sprawdziłby się lepiej w przypadku skóry normalnej czy mieszanej, ale nie skłonnej do suchości i wrażliwej jak moja. Więcej kremu do twarzy od Tołpy nie kupię. 

Cena: 24,99 zł
Pojemność: 40 ml
Opakowanie: Wygodna w użyciu, estetyczna tubka (szkoda tylko, że etykieta z niej nieestetycznie odłazi)

Skład: Aqua, C12-15 Alkyl Benzoate, Glycerin, Coco-Caprylate, Cetearyl Alcohol, Peat Extract, Tapioca Starch, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Ceteareth-20, Cassia Angustifolia Seed Polysaccharide, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Callus Culture Extract, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Sodium Polyacrylate, Carbomer, Parfum,  Xanthan Gum, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol


KIT 2: Krem do twarzy na noc Nacomi
 z olejem arganowym i kwasem hialuronowym 30+


Krem poleciła mi moja własna, rodzona siostra - że pięknie działa na skórę nocą, a rano jest nawilżona i gładka. Dodatkowo mówiła, że krem nie zapycha, co jest dla mnie kluczowe w bogatszych kremach na noc. Czy zadziałał tak, jak trzeba?
Kupiłam go w Hebe. Na półce był jeszcze w starej, ciemnobrązowej szacie graficznej. Nowa wygląda jak na zdjęciu wyżej (wizualizacja z e-sklepu Nacomi).

Skład ma bardzo fajny, naturalny i widać, że odżywczy. Jedynie gliceryna w składzie sprawiła, że zwątpiłam w to, że mnie nie zapcha (jednak nie zapchał!). Konsystencja gęsta, ale bardzo wydajna. Zapach całkiem przyjemny. Po nałożeniu na twarz powoduje świecenie, ale to krem na noc, a że w nocy ciemno, to nie widać, że skóra się świeci ;) Grunt, żeby działał. 

Jak się u mnie sprawdził?

Ciężko powiedzieć, bo po ok. 3 tygodniach regularnego stosowania nie widzę żadnego efektu. Ani mi nie szkodzi (nie zapycha, nie uczula, nie wysusza), ale też nic nie daje. Skóra rano lekko się świeci i jest pokryta tłustawym filmem. Nie czuć żadnego nawilżenia, odżywienia, nic dosłownie. Przy każdym innym kremie do twarzy czuć cokolwiek, a przy tym - nic.

Skoro mi nie szkodzi postanowiłam wykorzystać go jako bazę, do której będę dodawać ulubione olejki lub serum do twarzy i jakoś dotrwam, żeby skończyć opakowanie. 

W Internecie czytałam podobne opinie o tym kremie, jednak zachęcona rekomendacją siostry postanowiłam je zignorować. Być może krem lepiej sprawdzi się przy cerze mieszanej lub nieco dojrzalszej, jak u mojej siostry, ale o tym trzeba przekonać się na własnej skórze, bo jak widać - nie ma reguły.

Cena: 30-35 zł
Pojemność: 50 ml
Opakowanie: zgrabny słoiczek

Skład: deionized aqua, argania spinosa kernel oil, butynospermum parkii butter, avocado oil, cetyl alcohol, glycerin, glyceryn stearate, cetearyl alcohol, panthanol, stearic acid, hydrolyzed glycosaminglycans, parfum, benzyl alcohol, hialuronic acid, dehydroacecit acid


HIT 1: Naturalne masło shea Nacomi


Mój absolutny hit stycznia - naturalne masło shea od Nacomi. Zakochałam się od pierwszego użycia. Nawilża, odżywia skórę, pomaga redukować rozstępy i zwalcza cellulit, wygładza blizny, bardzo mocno regeneruje, ma działanie kojące - również dla skóry z trądzikiem i generalnie można by wymieniać w nieskończoność.



Kupiłam je na promocji w Hebe za ok. 8 zł, a w cenie regularnej kosztuje ok. 13 zł. Powyżej wizualizacja z e-sklepu Hebe. Masło shea, czyli karite, pozyskuje się z owoców drzewa o wdzięcznej nazwie masłosz. Ma szereg zastosowań, a producent zapewnia też, że nie jest komodogenne (nie ma skłonności do zapychania). 

Konsystencja zwartej pasty, która ogrzana ciepłem dłoni rozprowadza się całkiem przyjemnie, jest też bardzo wydajne. Masło Nacomi najpewniej jest rafinowane (świadczyć o tym może biały kolor, a nie naturalny, beżowy lub nawet brązowy oraz dość jednolita konsystencja pasty, podczas gdy nierafinowane masło jest bardziej grudkowate). Mnie to jednak nie przeszkadza, bo w takiej postaci masło i tak sprawdza się u mnie doskonale, mimo że podczas rafinowania mogło stracić na "sile" swoich właściwości.

Jak się u mnie sprawdziło?

Doskonale! Masło shea pozwoliło mi uratować:
  • spękane od mrozu, krwawiące wręcz dłonie - nakładam grubą warstwę na noc, bo masło natłuszcza, ale za to rano rączki są jak nowe!
  • łydki podrażnione po goleniu - masło idealnie się sprawdza jako kosmetyk kojąca-nawilżający po depilacji
  • moje uda i pośladki, naznaczone od czasów dojrzewania cellulitem i rozstępami (mam nadzieję, że mój mąż nie czyta mojego bloga, bo w końcu by się dowiedział, że mam rozstępy, a tak to przynajmniej on żyje w błogiej nieświadomości ;). Po miesiącu stosowania masła skóra na pupie i udach jest zdecydowanie bardziej napięta, wygładzona, a białe prążki jakby lekko się spłyciły. Masło nakładam na noc po kąpieli, średnio co 2 dni, jak sobie o nim przypomnę. Kiedyś uparcie walczyłam z rozstępami, stosując różne specyfiki, w tym te bardzo drogie, a skuteczne okazało się być proste masło shea... szok!
Mam zamiar poeksperymentować jeszcze z nakładaniem masła na włosy, chociaż podobno wysokoporowate kosmyki się z nim nie lubią. Zobaczymy. W przyszłości na pewno sięgnę też po nierafinowane masło shea/masło innej marki, by porównać efekty.

Cena: ok. 13 zł
Pojemność: 100 ml
Opakowanie: plastikowy słoik
Skład: 100% Butyrospermum Parkii Butter


HIT 2: Mleczko wzmacniające do włosów Basil Element
z naturalnym ekstraktem z bazylii


Mój bohater układania włosów, zakupiony w Hebe. Mleczko stosuje się na mokre lub suche włosy bez spłukiwania, przed ich stylizacją. Chroni włosy, wygładza je, domykając łuski, nadaje im blasku (dosłownie!) i miękkości. 

Według producenta mleczko nakładane na skórę głowy ma również wzmacniać kosmyki u nasady i zapobiegać ich nadmiernemu wypadaniu, chociaż w takiej formie go jeszcze nie testowałam. Ja nakładam je na mokre włosy od ucha w dół, już po umyciu głowy i zastosowaniu odżywki/maski. Na końcach jak zawsze ląduje jeszcze jakieś silikonowe serum. 

Poniżej zdjęcie produktu ze strony marki Basil Element


Jak się umnie sprawdziło?

Po użyciu mleczka mogę odłożyć na bok prostownicę - wystarczy wysuszyć włosy suszarką, żeby ładnie się wygładziły i ułożyły. Włosy nie są już tak spuszone, a to właśnie z tym puchem walczę, ujarzmiając go prostownicą. 

Nie wyobrażam sobie codziennego układania włosów bez tego mleczka zwłaszcza, że dzięki niemu prostownica idzie w niepamięć. Jedno opakowanie starczyło mi na miesiąc codziennego stosowania. Aplikuje się je bardzo wygodnie, bo jest w sprayu. 

Składnik przewodni to ekstrakt z korzeni włośnikowych bazylii, który wykazuje działanie wzmacniające. Mleczko ma również w składzie hydrolizat jedwabiu (hydrolizaty m.in. ze względu na stosunkowo małe cząsteczki lepiej wnikają we włosy), który uzupełnia uszkodzoną strukturę kosmyków.

Jak moje włosy nie lubią za dużo protein, tak za mleczkiem z jedwabiem przepadają. Zobaczymy, czy przestaną się lubić przy długotrwałym stosowaniu (mam nadzieję, że nie).

Cena: 
19,99 zł
Pojemność: 150 ml
Opakowanie: plastikowa butelka z atomizerem
Skład: AQUA, CETEARYL ALCOHOL, BEHENTRIMONIUM CHLORIDE, PARFUM, CYCLOPENTASILOXANE, QUATERNIUM-80, SILK AMINO ACIDS, LINUM USITATISSIMUM SEED OIL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, COCOS NUCIFERA OIL, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, PROPYLENE GLYCOL, PANTHENOL, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, LACTIC ACID, LINALOOL, GERANIOL, LIMONENE

-----------------------------


Wasze styczniowe hity i kity

Jakie są Wasze hity i kity ze stycznia lub ostatnich miesięcy? Napiszcie w komentarzach, jakie kosmetyki polecacie, a które zdecydowanie odradzacie. Mile widziane są też linki do podsumowań kosmetycznych na Waszych blogach :)

19 komentarzy:

  1. Ja bardzo lubię kosmetyki z Tołpy- maseczki też. Kremu jeszcze nie używałam, ale mam gdzieś w zapasach matujący i słyszałam, że jest naprawdę dobry :) Masło shea z Nacomi znam- to faktycznie kosmetyk godny polecenia. Zaciekawiłaś mnie tym mleczkiem, muszę w końcu otworzyć odżywkę, którą dostałam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie maseczki też się dobrze sprawdzają tołpowe, zwłaszcza te w duopacku z peelingiem :) Jakieś inne kosmetyki Tołpy mogłabyś polecić? Może dam im jeszcze szansę. Mleczko jest super, odżywka też fajna, ale do moich zniszczonych włosów wolę zdecydowanie maskę. Daj znać, jak przetestujesz odżywkę :)

      Usuń
  2. Bardzo lubię masła i oleje firmy Nacomi. Polecam spróbować również oleju kokosowego i masła kakaowego (przepięknie pachnie). W przypadku masła shea wg mnie jedynym minusem jest to, że tłusta warstwa utrzymuje długo na skórze ale przez to, że jest takie tłuste i treściwe bardzo dobrze działa na bardzo suchą i popękaną skórę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kocham olej avocado z Nacomi! Masło kakaowe chętnie wypróbuję - mam nadzieję, że można je dostać w Hebe :) To prawda, masło shea zostawia tłustą warstwę i przy smarowaniu ciała na wieczór może wytłuścić potem piżamę, ale jestem w stanie to przeżyć, patrząc na efekty :) A używałaś kremów do twarzy Nacomi? Polecisz jeszcze jakieś ich kosmetyki?

      Usuń
  3. fajny post

    I follow you via gfc.
    T6hank you for your follow Chic Poradnik blog : https://chicporadnik.blogspot.com


    Chic Poradnik

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miałam tego kremu z Nacomi. Nie znalazłam jeszcze dobrego dla mnie kremu na noc. Te które miałam dotychczas, nie dawały rano żadnego efektu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez długi czas też nic dobrego nie mogłam znaleźć i w sumie nadal szukam, jednak mam już swoich faworytów - może i u Ciebie się sprawdzą? Zerknij na najnowszego posta o nocnej pielęgnacji :)

      Usuń
  5. U mnie kosmetyki tołpa się nie sprawdzają ;( masło shea z nacomi bardzo lubię i używam go nawet w pracy. A to mleczko do włosów mam okazję przetestować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj znać, jak u Ciebie się sprawdziło :) Ja chwilowo je odstawiam na rzecz przetestowania olejku stylizującego z Joico :D

      Usuń
  6. Tołpa u mnie też się nie sprawdza :/ A masło shea bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie widziałam u Ciebie kremy Scandii z masłem shea! Może upoluje go na najbliższych targach :)

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Do nadrobienia! :) Szczególnie mleczko bazyliowe, polecam mocno :)

      Usuń
  8. Uwielbiam masło Shea. Najlepsze jest to od Duafe miękkie i puszyste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A masz rafinowane czy nie rafinowane? Ja bym teraz chciała przetestować jakieś nierafinowane właśnie :)

      Usuń
  9. Z tołpy mam maskę - krem, ale inny rodzaj i kompletnie się u mnie nie sprawdził też - tylko pogorszył stan mojej cery.. Muszę w końcu o nim napisać. Zaciekawiłaś mnie mleczkiem - muszę koniecznie wypróbować coś z tej serii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie obserwuję Cię i czekam na recenzję, zaciekawiłaś mnie (bałam się, że tylko u mnie się nie sprawdzają kremy Tołpy ;)). Mleczko jest super, ja kupiłam w Hebe, a wiem, że niedługo ma być jeszcze w Rossmannie, nawet są już na stronie internetowej Rossmanna opinie osób, które testowały mleczko, więc obstawiam, że na dniach się pojawi w sklepach.

      Usuń
  10. strasznie mnie zaciekawiło to mleczko do włosów, muszę sprawdzić w Hebe to cudo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co wiem teraz jest nawet na promocji! :) Mleczko to faworyt z tego zestawienia, na razie to mój złoty produkt do układania włosów <3

      Usuń

Copyright © 2016 Pielęgnacja 25 plus , Blogger